Wielka woda

Hamowanie z saltem w najzwyklejszy warszawski wtorkowy poranek skończyło się zwichnięcem barku. Trzy miesiące wyjęte ze wspinu. Koniec letnich planów.

Dziesięć dni w domu z ręką w temblaku ryło psychę. Pocieszał szybki, przynajmniej pozornie, powrót do zdrowia. Ruchomość wracała z dnia na dzień.

Piątek 21maja był pierwszym dniem optymizmu i zarazem dniem kulminacji fali powodziowej. Odkurzyłem rowerek i spokojnie potoczyłem się z foto-plecakiem na Most Siekierkowski.

Zbiegiem okoliczności spotkałem Andrzeja, szykującego się do spłynięcia przez miasto przy rekordowym stanie. Wahałem się czy w związku z kontuzją przyjać zaproszenie - drugi kajak czekał, wystarczyło zadzwonić.

Wartki nurt niósł sam.

Wróć do: Wojtek Ryczer
Komentarze:
Stefan Z.
2010-06-14 17:57:53
Ale hardkor :-)! Nie było problemów z policją??

Dodaj komentarz:

Wpisz słownie wynik operacji: 2 + 4 =
polecamy

Wszystkie teksty zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania i rozpowszechniania bez pisemnej zgody

Copyright © HiMountain